Odkładamy regularnie, pilnujemy, żeby na koncie coś zostało, a potem… zostawiamy to tam, gdzie wylądowało.
Na koncie osobistym, razem z pieniędzmi na rachunki, zakupy i przyjemności.
To wygodne, ale w dłuższej perspektywie kosztowne.
Nie chodzi o to, że bank pobiera opłaty – chodzi o to, że pieniądze, które nie są oddzielone od codziennych wydatków, mają tendencję do „rozpływania się”.