Ryanair ma kłopoty. Koniec biletów za 99 zł?
Największa tania linia lotnicza w Europie właśnie pochwaliła się słabymi wynikami. Jeśli Ryanair zarabia mniej, to my zapłacimy więcej – i to już niedługo.
Przyzwyczailiśmy się, że lot do Londynu czy Barcelony kosztuje 99 zł w tę i z powrotem. Ryanair przez lata budował w nas to przekonanie. Teraz sam przyznaje, że model ultra tanich biletów przestaje się opłacać. Wyniki finansowe linii za ostatni kwartał są znacznie gorsze, niż oczekiwał rynek. To sygnał, że ceny pójdą w górę – i to szybciej, niż myślimy.
Dlaczego Ryanair zarabia mniej?
Według danych opublikowanych w analizie rynku lotniczego, zysk netto Ryanaira spadł o kilkanaście procent w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Firma tłumaczy to rosnącymi kosztami paliwa, wyższymi opłatami lotniskowymi oraz presją płacową w branży. To nie są problemy jednej linii – cały sektor tanich przewoźników mierzy się z tą samą rzeczywistością. Ryanair jest jednak najbardziej efektywny kosztowo w Europie. Jeśli on ma kłopoty, to u innych może być jeszcze gorzej.
Co to oznacza dla ceny twojego biletu?
Ulubione promocje za 99 zł w jedną stronę mogą zniknąć na dobre. Analitycy przewidują, że średnia cena biletu w Ryanairze wzrośnie o 15-20% jeszcze w 2026 roku. Oznacza to, że zamiast 200 zł za przelot w dwie strony zapłacisz 240-250 zł. Dla rodziny czteroosobowej różnica robi się odczuwalna – dodatkowe 200-300 zł na wakacjach. Co gorsza, tańsze bilety będą pojawiać się rzadziej i w mniejszych pulach. Im wcześniej zarezerwujesz, tym lepiej, ale i tak pułap cenowy się podnosi.
Analiza finansowa Ryanaira pokazuje
, że marża na każdym pasażerze stopniała o blisko 10%. Linia musi zarabiać gdzie indziej – dodatkowe opłaty za bagaż podręczny, wybór miejsca czy priorytetowe wejście na pokład mogą podrożeć. Tanie linie od lat zarabiają na dopłatach, a teraz będą jeszcze bardziej agresywne w tej polityce.
Czy tanie loty w ogóle przetrwają?
To nie jest koniec tanich linii lotniczych, ale koniec ery „za grosze”. Ryanair wciąż będzie tańszy od tradycyjnych przewoźników, ale różnica się zmniejszy. Dla pasażerów oznacza to jedno: przestań liczyć na okazje za 99 zł, a zacznij polować na przeloty w przedziale 150-200 zł. To może być nowa normalność. Warto też rozważyć rezerwację z wyprzedzeniem – im bliżej terminu, tym ceny będą wyższe. Firmy takie jak Wizz Air czy easyJet prawdopodobnie pójdą w ślady Ryanaira, więc nie spodziewaj się, że konkurencja utrzyma niskie ceny.
Jak jeszcze możesz zaoszczędzić?
Elastyczność terminów i destynacji to klucz. Jeśli możesz polecieć w środę zamiast w piątek, różnica w cenie może wynieść 30-50%. Unikaj dodatkowych usług, które linia próbuje ci wcisnąć – podróżuj tylko z małym plecakiem, aby nie płacić za bagaż rejestrowany. I nie ufaj promocjom, które wyglądają zbyt pięknie – one już odchodzą do lamusa. Ryanair nie ogłasza upadłości, ale sygnalizuje, że tanie bilety za 99 zł to przeszłość. Lepiej się do tego przygotować, zanim portfel odczuje to w pełni.


